sobota, 31 października 2015

"Obietnica"



☯ Tytuł: "Obietnica"
☯ Główny Bohater: Kim Taehyung/V (김태형)☯ Autor: Fisu
☯ A/N : Trochę mnie tu nie było, co? Przepraszam, ale ogarniałam swojego bloga i opowiadania.
☯ Dla: Dennuś Styles i Adulka Dark (mam nadzieję, że nic się nie stanie jeśli połączę wasze zamówienia ^^')

 Kosmyki twoich długich, brązowych włosów delikatnie pieściły zaróżowione od ciepła policzki. Drobnymi palcami czesałaś mięciutkie futerko szarego króliczka, który spoczywał na twoich kolanach. Obraz najszczęśliwszej sześciolatki pieczętował szeroki szery uśmiech.
  Piękna, słoneczna pogoda była idealna do wyjścia na dwór z domowym zwierzątkiem. A nie mogłaś wybrać się do parku bez swojego króliczego przyjaciela. Poderwałaś wzrok do góry, kiedy kątem oka zauważyłaś parę bosych stóp. Nad tobą stał twój rówieśnik z wielkim, wręcz zaraźliwym uśmiechem.
- Śliczny królik - powiedział i kucnął w celu pogłaskania puchatej kulki.
  Nie odrywałaś zaciekawionego spojrzenia od malca, który szeptał coś do stworzenia. Chłopiec miał ciemne włosy w nieładzie, a policzki oraz dłonie ubrudzone, jednak jemu to nie przeszkadzało. Kiedy podniósł na ciebie wzrok uśmiechnęłaś się delikatnie.
- Mogę go potrzymać? - zapytał, a ty skinęłaś twierdząco głową i przekazałaś mu zwierzę.
  Już wtedy, kiedy bawił się z króliczkiem widziałaś, że ma wspaniałe podejście do zwierząt i własny świat. Ostrożnie odłożył królika na świeżą, zieloną trawę, którą od razu zwierzątko zaczęło skubać.
- Tak w ogóle... jestem Taehyung - wyciągnął w twą stronę brudną dłoń, a ty z lekkim wahaniem ją uścisnęłaś.
- _____.
  Niemalże cały dzień spędziliście na wspólnej zabawie ze sobą i uroczym, zwierzęcym przyjacielem. I już wtedy zaczęła się tworzyć między wami nieprzerywana, wyjątkowa więź.

☆☆☆☆☆

  Zmartwiona czulej przytuliłaś do siebie szarego króliczka i mocno zapukałaś do drzwi. Po minucie otworzył je twój przyjaciel, Taehyung. Jego uśmiechnięta twarz w sekundę zmieniła się w zmartwioną, kiedy ujrzał twój smutek. Bez wahania zaprowadził cię do salonu i usadził w wygodnym fotelu. Żadne z was nie odzywało się przez dobre pięć minut, dopóki nie przestałaś łkać. 
- Tae, nie wiem, co dzieje się z Yagsogiem. Od godziny się trzęsie, dusi i nic nie pomaga!
  Chłopczyk ostrożnie przejął od ciebie zwierzaka i uważnie mu się przyjrzał. Westchnął zrezygnowany i ułożył go na twych kolanach. Zaczął przeczesywać twoje długie włosy nucąc cicho jedną z znanych mu piosenek.
  Po trzydziestu minutach szara, puchata kuleczka przestała się ruszać i oddychać. Dosłownie zalałaś się łzami przez stratę swojego pierwszego, najważniejszego przyjaciela. Taehyung wyszedłby po chwili wrócić z kartonowym pudełeczkiem i czerwonym kocykiem. 
  Przegryzając dolną wargę przyglądałaś się jak Koreańczyk owija małe ciałko w krwistoczerwony materiał i wkłada je do pudełka po butach.
- Oppa... - zaczęłaś z łamiącym się głosem. - Odprawimy mu pogrzeb, prawda?
  Chłopczyk skinął bez słowa, podał ci "trumnę" i chwycił twą zimną dłoń. Wyszliście na zewnątrz, do ogródka, gdzie zbierało się na ulewę. Tae ruszył po łopatę, a ty stałaś przy białych różach, gdzie ustaliliście, że zakopiecie króliczka. 
  Pogrzeb, który zaplanowaliście dla Yagsoga odbył się w kompletnej ciszy, a kiedy było już po wszystkim wtuliłaś się w przyjaciela i zaczęłaś gorzko płakać.
- Proszę, nie płacz. Zrób to nie dla mnie, ale dla Yagsoga. 
  Podniosłaś wzrok na siedmiolatka i uśmiechnęłaś się nikle przez łzy. Wiedziałaś, że to właśnie on zastąpi ci zwierzęcego przyjaciela. 
- Oppa, nie opuścisz mnie, prawda?
- Obiecuję ci, że zawsze będę przy tobie - rzekł i wyciągnął w twoją stronę małego paluszka.
  Zrobiłaś to samo i już po chwili obietnica została zawarta.

☆☆☆☆☆

  Przeczesałaś włosy, które kaskadami opadły na twoje plecy. Zagryzłaś z zdenerwowania dolną wargę i wsiadłaś do autobusu. Zajęłaś miejsce na tyłach pojazdu i wzdychając oparłaś czoło o dużą szybę. Chociaż pogoda była niezwykle słoneczna i przyjemna, ty widziałaś świat w zimnych, szarych barwach. Irytowali cię szczęśliwi ludzie, radosny śpiew ptaków i żywe, wielobarwne kolory natury.
  Kiedy wysiadłaś na swoim przystanku, wzięłaś głęboki oddech, po czym głośno wypuściłaś powietrze z ust. Podeszłaś do drzwi dobrze ci znanego domu i niepewnie zapukałaś, uprzednio wycierając spocone dłonie o spódniczkę.
  Słyszałaś ciężkie kroki i przekręcany zamek, a po chwili w progu ukazała się niska kobieta o ciemnych włosach. Ukłoniłaś się i posłałaś w jej stronę nikły, jednak pełen współczucia uśmiech.
- Wiesz, gdzie go szukać. Zaparzę ci herbatę.
  Skinęłaś głową i ruszyłaś na piętro. Dom był przeraźliwie cichy i jakby bez życia. Tak bardzo chciałaś by roznosiły się po nim wasze głośne rozmowy i śmiechy. Jednak wiedziałaś, że to minęło i nie wróciły. Wszystko miało miejsce, jakby w innym świecie. Kiedy stanęłaś przy niedawno pomalowanych drzwiach wypuściłaś powietrze z płuc i cicho weszłaś do środka.
  Pokój był pogrążony w ciemnościach, a jednym źródłem światła był laptop, z którego wydobywały się ciche nuty naprawdę dołujących piosenek. Musiałaś się wysilić by w stercie poduszek na łóżku ujrzeć swojego przyjaciela. Uważając by nie nadepnąć na kawałek potłuczonego wazonu usiadłaś obok chłopaka, podsunęłaś kolana pod podbródek i kątem oka spojrzałaś na Taehyunga. Wtedy dopiero ujrzałaś zapłakaną twarz młodzieńca, łzy tworzyły błyszczącą, mokrą drogę na jego policzku.
  Twoje serce samoistnie niszczyło się na marny widok Koreańczyka. Zagryzłaś dolną wargę i przytuliłaś przyjaciela. Doskonale znałaś jego bólu i wiedziałaś, że nie potrzebuje słów, a czułości ze strony innego człowieka. Może nie powinnaś porównywać straty bliskich do śmierci małego króliczka, ale tak właśnie było. Dla ciebie twój zwierzęcy towarzysz dziecięcych zabaw był jak najważniejszy członek rodziny.
- To przeze mnie zginął - szepnął tak cicho, że musiałaś się wysilić by cokolwiek usłyszeć.
  Chwyciłaś jego podbródek i powoli obróciłaś w stronę swojej twarzy, tak byście patrzeli sobie w oczy.
- Tae, mylisz się. To nie przez ciebie, a przez nastolatka, któremu narkotyki przysłoniły zdrowe myślenie. Nie powinieneś się obwiniać.
  Chłopak pokręcił przecząco głową i zapatrzył się na swoje blade dłonie, które jakby odmówiły posłuszeństwa. Jego spojrzenie było puste i bez wyrazu, a brązowe tęczówki wydawały się wręcz czarną otchłanią.
  Siedzieliście w kompletnej ciszy, dopóki matka Koreańczyka nie uchyliła drzwi i nie przywołała cię gestem ręki. Spojrzałaś smutnym wzrokiem na przyjaciela i wyszłaś na korytarz, w którym panował dziwny, wręcz przerażający chłód.
- _____ czy mogłabyś zostać kilka godzin z Taehyungiem? Niestety ja muszę iść na dyżur - kobieta pokręciło z niedowierzaniem głową i kontynuowała. - a nie chcę zostawiać go samego. Widzisz jak przeżywa śmierć ojca.
- Oczywiście, że mogę zostać.
  Koreanka posłała nikły uśmiech i zeszła na dół, ty zaś wróciłaś do sypialni. Nastolatek zmienił pozycję i teraz leżał na łóżku z przymkniętymi powiekami, spod których toczyły się ciężkie łzy. Westchnęłaś i ukucnęłaś obok, głaszcząc go po włosach. Twoje serce zamieniało się, w co raz mniejsze kawałeczki, kiedy widziałaś smutek i rozpacz przyjaciela, a ty nie mogłaś nic z tym zrobić.
- Tae, proszę nie zamykaj się w sobie. Masz jeszcze swoją mamę i mnie. Swoich przyjaciół. - przerwałaś by po chwili wrócić do krótkiego monologu. - Rozumiem twój ból...
- Ty nic nie rozumiesz! - uniósł się tak gwałtownie, że odskoczyłaś niechcący przecinając rękę o kawałek rozbitego szkła. - Myślisz, że możesz porównać królika do mojego ojca?!
  Wstał i zaczął niszczyć wszystkie rzeczy, które napotkał na swojej drodze. W jego oczach widziałaś obłęd. I wielki, nieposkromiony ból. Kiedy siedemnastolatek obrócił się w twoją stronę zamarł w bezruchu z wzrokiem utkwionym w twojej ranie.
  Podniosłaś się niedbale i przemknęłaś do łazienki. Obmyłaś cieknącą krew z ręki i twarz.
- _____, nie powinienem tego mówić. Rozumiem, że też cierpiałaś po stracie Yagsoga. Przepraszam - mruknął, kiedy wszedł do ciasnego pomieszczenia.
- Nie powinieneś przepraszać. Wiem, że jesteś zrozpaczony po stracie ojca i największego autorytetu.
  Przez jego twarz przemknął uśmiech ulgi, a ty mocno go przytuliłaś, jakby miałoby to go ochronić przed zmartwieniami.
- _____, nie opuścisz mnie, prawda? - zapytał bawiąc się twoimi włosami, a przed oczami pojawił się obraz sprzed kilku lat. To właśnie ty skierowałaś te słowa do niego.
- Nie opuszczę cię, oppa. Będę przy tobie zawsze, wiedz o tym.
- Ja przy tobie też. Tak jak obiecałem.
  Wyciągnął w twoją stronę małego palca, a ty zrobiłaś to samo i już po chwili obietnica została zawarta.

☆☆☆☆☆

  Zaniepokojona śpieszyłaś do domu przyjaciela po niespodziewanym telefonie jego matki. Twoje serce niebezpiecznie waliło, jakby chcąc wylecieć z klatki piersiowej. Miałaś wielką nadzieję, że wdowa tylko wyolbrzymia jakąś błahostkę, ale cichy głosik podpowiadał ci, że to coś naprawdę wielkiego. I strasznego. Wieczór był chłodna, zapowiadający tragedię. 
  Kiedy kobieta stanęła w drzwiach widziałaś w jej oczach strach i wielki niepokój. 
- Taehyung... - wypowiedziała imię swojego syna tak drążącym głosem, że przeszły cię ciarki. - on uciekał. Nie wiem, co się dzieję z tym chłopakiem! Och, _____ ty na pewno wiesz...
- Poszukam go, proszę się nie martwić. Naprawdę.
  Koreanka posłała ci nikły uśmiech, który ty odwzajemniłaś. Pożegnałaś ją, jeszcze raz zapewniając ją, że wrócisz z Taehyungiem i pobiegłaś. Z początku nie wiedziałaś gdzie, ale w pewnym momencie zatrzymałaś się i po prostu zrozumiałaś, gdzie go szukać.
  Kiedy znalazłaś się na starym, prawie opuszczonym placu zabaw, ujrzałaś go. Bujał się na podniszczonej huśtawce ze spuszczoną głową. Uśmiechnęłaś się z ulgą i podbiegłaś do niego mocno go ściskając. Nie potrzebował słów otuchy, a tylko czułości.
- Oppa, proszę nie rób tak nigdy więcej. Martwiłyśmy się - ja i twoja mama. Co ty sobie myślałeś?!
- Przepraszam - wyszeptał i uniósł głowę. Po policzkach toczyły się ciężkie łzy. -Po prostu czuję się winny śmierci ojca.
  Westchnęłaś ciężko i wtuliłaś się w niego mocniej. Byłaś szczęśliwa, że chłopak nie wpadł na jakąś wielką głupotę.
- Mieliśmy obietnicę, pamiętasz? Jeśli masz jakikolwiek problem przyjdź z nim do mnie. Pomogę ci się z nim zmierzyć.
- Dziękuję.
  Kiedy Koreańczyk się uspokoił ruszyliście w drogę powrotną do jego domu. Przyjemny, zimny wiaterek bawił się twoimi włosami i beżowym płaszczykiem. Liście i trawa podrygiwały do nocnego tańca, a wasza dwójka po prostu zachwycała się tym jak dzieci. 
- _____... - szepnął, a ty zaciekawiona obróciłaś się w jego stronę. - Lubię cię.
  Uśmiechnęłaś się szeroko i odpowiedziałaś:
- Oppa, ja ciebie też bardzo lubię.
  Niespodziewanie nastolatek chwycił cię w pasie i złożył motyli pocałunek na twoim policzku. Było tak niezwykłe jak opowieść z baśni. Zarumieniona wtuliłaś się w niego.
- Już zawsze będziemy razem - rzekł cicho, a twoje ciało zadrżało.

3 komentarze:

  1. Aigoo... Jestem bardzo mądrym człowiekiem... Dopiero teraz się zorientowałam, że ten scenariusz to..to dla mua jest xD A czytam go już drugi raz xD Haha brawo ja :}} Komawo!!

    OdpowiedzUsuń

Szablon