czwartek, 30 lipca 2015

"Spędźmy razem czas!" - Joshua

εïз Autor: JiAh/Fisu 
εïз A/N: Joshua z Seventeen dla Was~ ♥ 
No i tak - wyjeżdżam na wakacje w sierpniu, dokładnie za dwa tygodnie na czternaście dni, dlatego teraz w krótkich odstępach czasowych będę chciała dodać tu wszystkie scenariusze, które napisałam ostatnio. 

Wzięłaś głęboki oddech i odłożyłaś książkę, by spojrzeć na chłopaka, który uporczywie ci się przyglądał. Doskonale wiedziałaś, że jest uparty i nie podda się tak łatwo - nawet, gdy chodzi o taką błahostkę. Ale ty również nie zamierzałaś mu ulegać, musiałaś przygotować się na sprawdzian.
- Nie patrz tak na mnie. - mruknęłaś nadymając policzki. - Wiesz doskonale, że muszę się uczyć by dobrze napisać ten sprawdzian.
- Ale ja proszę cię o tylko jeden dzień! - powiedział i przybrał minę obrażonego dziecka. 
- I akurat musi być dziś, w tym momencie? - zapytałaś, a on energicznie skinął głową. 
  Joshua przysunął się do ciebie i zrobił dobrze ci znaną minę zbitego szczeniaka. Wiedział, że często wtedy ulegasz i zawsze to wykorzystywał. Westchnęłaś ciężko i wstałaś z kanapy.
- Dobrze, zgadzam się. - wycelowałaś w niego palcem i dodałaś: Ale jak nie zdam to będzie tylko i wyłącznie twoja wina. 
  Skinął głową i podniósł się z kanapy o mało się nie przewracając. Zaśmiałaś się pod nosem, a na twą twarz wstąpił uśmiech. Chwycił cię za nadgarstek i energicznym krokiem wyszliście z mieszkania. Usiadł na swoim motorze, który czekał przed budynkiem i uśmiechnął się zachęcająco w twoją stronę. Spojrzałaś niepewnie na pojazd - pierwszy raz będziesz jechała na motorze. Joshua proponował ci kilka razy podwózkę tym sprzętem, ale zawsze odmawiałaś. Teraz nie miałaś wyjścia. Objęłaś go mocno w pasie, na co ten ucieszył się dyskretnie, i ruszyliście w drogę.
- Gdzie jedziemy?! - zapytałaś, gdy sunęliście autostradą.
- Zobaczysz - odpowiedział i przyśpieszył, choć twoim zdaniem jechał już naprawdę szybko.
   Nadęłaś policzki i oparłaś głowę o plecy młodzieńca. Czas jazdy dłużył ci się niemiłosiernie, jednak byłaś szczęśliwa, że wyciągnął cię z domu, z przed sterty książek i zeszytów.
   Krajobraz, który mijaliście z szybką prędkością przedstawiał malownicze miasteczko, plażę i morze. Byłaś po prostu zauroczona i choć obraz mijał w mgnieniu oka w twojej głowie był spowolniony, jakbyś spacerowała. 
  Przymknęłaś powieki chcąc sobie wyobrazić siebie na plaży, chodzącą boso po piasku, przyglądającej się spokojnym falom morza i słońcu, które schładzało się w wodzie. W twojej wizji pojawił się również Joshua - stał obok ciebie, a wasze dłonie były splecione. Nagle nachylił się nad tobą i...
- _____, jesteśmy na miejscu - odparł ściągając kask i uśmiechając się do ciebie promiennie. Słoneczne promienie nie równały się z blaskiem jego uśmiechu.
  Mruknęłaś coś niezrozumiałego pod nosem i również zdjęłaś kask. Przeciągnęłaś się i rozejrzałaś dookoła. Teraz, gdy nie jechałaś motorem, doskonale mogłaś zobaczyć urok morza i plaży. Choć świeciło słońce, a wiatr powiewał dając przyjemny chłód ludzi było niewiele. Zdziwiłaś się, bo miejsce było naprawdę niesamowite, choć widziałaś jego niewielką część. Co raz mniej żałowałaś ucieczki przed nauką na sprawdzian.
  Gdy chłopak upewnił się, że jego pojazd jest bezpieczny, zaczęliście spacerować oglądając różne małe bazarki. Roiło się tam pełno rzeczy - od ubrań, po skarbach morza i pamiątkach, kończąc na jedzeniu. W powietrzu unosiła się charakterystyczna woń słonych wód wymieszana z zapachem smakowitych posiłków. Wzięłaś głęboki wdech, a do twoich nozdrzy dostała się ta cudna mieszkanka. Kąciki ust mimowolnie się podniosły. 
- Ładnie się uśmiechasz - stwierdził twój towarzysz z rozbawieniem ci się przyglądając.
- Co? - zapytałaś zaskoczona i rozszerzyłaś oczy. Twoje policzki zaczynały się powoli piec.
- Powiedziałem, że ładnie się uśmiechasz - powtórzył i tyknął cię delikatnie w czoło.
   Po raz kolejny tego dnia nadęłaś lekko zaróżowione policzki, jednak po chwili, tak jak on, wybuchnęłaś śmiechem. Wróciliście do przystawiania przy każdym straganie i wymieniania pomiędzy sobą opinii. Spędzaliście naprawdę miło czas razem nie zważając na upływające minuty i godziny. 
   Nagle zatrzymałaś się, z niedowierzaniem i radością spoglądając na wielką, puchatą alpakę, o której marzyłaś od bardzo dawna. Joshua zaśmiał się pod nosem i wyciągnął kilka wonów z kieszeni spodni.
- _____, chcesz by oppa wygrał dla tego pluszaka?  - zwrócił się do ciebie jak do małego, niewinnego dziecka, ale nie przeszkadzało ci to. Pokiwałaś energicznie głową  odwracając na chwilę wzrok od zabawki. 
   Po chwili już skakałaś ze szczęścia, gdy dostałaś w swoje ręce białe, pluszowe zwierzątko. Nie umiałaś nacieszyć się nową zdobyczą, o której marzyłaś niemal od dziecka.
- A nagroda dla mnie? - zapytał uśmiechając się cwaniacko.
   Westchnęłaś aktorsko, powstrzymując śmiech i przybliżyłaś się do niego. Stanęłaś na czubkach palców i pocałowałaś jego policzek. Uśmiechnął się triumfalnie. 
- Teraz i ja jestem zadowolony - rzekł i ponownie ruszyliście spacerować. 
   Przez cały dzień chodziliście, wspólnie się śmiejąc i rozmawiając, a upływający czas dla was się nie liczył. Kupiliście sobie po ciastku ryżowym i skierowaliście się na plażę. 
- Poczekaj tutaj chwilę, za chwilę wrócę - powiedział i zniknął w mroku, natomiast ty dokończyłaś ciastko.
   Było już późno, a słońce skryło się za horyzontem. W taflach wody odbijał się księżyc, twoją sylwetkę owiewał chłodny, jednak przyjemny wiatr. Na niebie zaczęło gościć więcej gwiazd, jedne świeciły bardziej inne mniej, jednak razem dawały niesamowity efekt.
- Chodź za mną, coś ci pokażę - chwycił cię za nadgarstek i delikatnie pociągnął cię w swoją stronę.
   Na środku plaży był rozłożony koc a na nim koszyk z jedzeniem. 
- Kiedy to wszystko przygotowałeś? - zapytałaś, siadając i uśmiechając się do Joshua.
- Dosłownie przed chwilą, choć wszystko miałem zaplanowane od dawna - odparł i usiadł obok ciebie wpatrując się w księżyc.
   Zaczęliście jeść, a później przeszło na rozmowy i oglądanie gwiazd.  Była to magiczna chwila, której nie chciałaś przerywać. Nie potrzebowaliście słów ani gestów by się zrozumieć, wystarczała ci obecność Joshua. Obrócił się do ciebie, a ty spojrzałaś na niego z ukosa.
- Która gwiazda świeci dla ciebie najjaśniej? - zapytał podpierając głowę ręką.
- Tamta - powiedziałaś wskazując na świecący punkcik na gwieździstym niebie.
- Też tak sądzę.
   Przybliżył się do ciebie i lekko musnął twoje usta swoimi. Czułaś jak twoje policzki zaczynają cię piec. Usłyszałaś jego śmiech, po czym mocno otoczył cię swoimi ramionami. Bez żadnych protestów wtuliłaś się w jego klatkę piersiową wdychając jego cudny zapach i ciesząc się jego obecnością.

2 komentarze:

Szablon