To miał być scenariusz z Jungkookiem, ale druga autorka nalegała, żeby było z Jiminem, więc no...
Postaram się aby następny był z maknae :3
Szłaś ulicą, która pokryta była wieczorną ciemnością. Wokół było kompletnie cicho, a mrok dodawał tylko tajemniczości otoczeniu. Czułaś na sobie czyjś wzrok, jednak w pobliżu nie było żywej duszy, a przynajmniej tak ci się wydawało.
Przełknęłaś głośno ślinę i przyśpieszyłaś swój krok, by szybciej znaleźć się w zaciszu swojego domu. Do pokonania została ci jeszcze dróżka prowadząca przez mały las, który o tej porze doby wzbudzał tylko większy niepokój. Zacisnęłaś mocniej dłonie na ramiączkach od plecaka i ruszyłaś w stronę lasku. Droga z każdym krokiem robiła się co raz ciemniejsza, a ty obawiałaś się, że zza drzewa wyskoczy jakiś bandyta. Nagle do twoich uszu dobiegł niepokojący dźwięk. Coś jak warczenie? Tak, to chyba było to. Wzdrygnęłaś się i przyśpieszyłaś krok pragnąc znaleźć się wreszcie w domu. Niespodziewanie za krzaków wyskoczył wilk - dużo większy, niż każdy normalny przedstawiciel tej rasy. Sparaliżował cię strach, myślałaś o najgorszym. Zamknęłaś oczy z przerażenia i czekałaś na dalszy tok wydarzeń. Po chwili otworzyłaś je zdziwiona, że zwierzę nie zaatakowało cię. Wilk spoglądał na ciebie ilustrując dokładnie twoją osobę, odważyłaś się spojrzeć w jego ślepia - wielkie brązowe, jednak bardzo podobne do tych ludzkich. Wilczysko spokojnie odeszło znikając po chwili w zaroślach.
Z transu wybudził cię dźwięk twojego dzwonka - pośpiesznie wyjęłaś go z kieszeni bluzy i odebrałaś.
- Yoboseyo? - wydukałaś do słuchawki rozglądając się dookoła.
- _____? Gdzie jesteś? Coś się stało, że tak długo nie wracasz? - po drugiej stronie usłyszałaś głos swojej mamy co trochę cię uspokoiło.
- Nie, nic. Jestem już niedaleko. - powiedziałaś.
- Dobrze, pośpiesz się tylko, kolacja czeka! - zawołała radośnie kobieta i rozłączyła się.
Schowałaś komórkę do kieszeni i biegiem ruszyłaś do domu.
Zdyszana wpadłaś do jadalni, a domownicy spojrzeli na ciebie zdziwieni. Bez słowa usiadłaś przy stole i zabrałaś się za konsumowanie posiłku.
- Appa. - zwróciłaś się do swojego taty. - Czy w tym lesie są wilki?
- Nie, a czemu pytasz?
- Tak po prostu. - mruknęłaś i dokończyłaś posiłek.
Najedzona, wykąpana i przebrana w piżamę pomknęłaś do pokoju, by ułożyć się do snu. Jednak wydarzenie w lesie nie dały ci spokoju.
" Jeśli w tym lesie nie ma wilków, to skąd tamten? Może mi się przewidziało? Tak, na pewno. Jestem zmęczona, to przez to." - mówiłaś sobie w myślach.
Wreszcie po chwili twoje oczy zamknął gorzki sen.
W samej piżamie biegłaś przez nocny las, uciekając przed...no właśnie, czym? Chciałaś się chociaż na chwilę zatrzymać i złapać powietrze, jednak nie mogłaś się zatrzymać. Czułaś się zmuszana do biegu. Robiło się co raz zimniej, jednak ty biegłaś dalej.
Wreszcie przez twoje osłabienie potknęłaś się o wystający pień i upadłaś na ziemię. Oddychałaś ciężko próbując wstać, ale nie potrafiłaś - po twoich policzkach spływały gorzkie łzy.
- Wstawaj. - usłyszałaś nad sobą.
Podniosłaś wzrok - przed tobą stał przystojny chłopak z oczami, które wydawały ci się bardzo znajome. Wystawił do ciebie dłoń, a ty nie pewnie przyjęłaś jego pomoc. Po chwili niezręcznej ciszy brunet zrobił kilka kroków w tył a następnie zamienił się w wilka. Przeraziłaś się.
Energicznie podniosłaś się do siadu ścierając kropelki potu z czoła. Spojrzałaś na zegarek wiszący nad biurkiem, na którym panował bałagan. Urządzenie wskazywało 7.10 - leniwie podniosłaś się z łóżka i ruszyłaś do łazienki, by wykonać codzienną rutynę. Następnie założyłaś swój mundurek, który składał się z białej koszulki, granatowej spódniczki oraz tego samego koloru sweterka.
- Wychodzę! - zawołałaś zakładając swoje trampki.
Po drodze spotkałaś swoją najlepszą przyjaciółkę, Yoonę. Była to wysoka, szczupła Koreanka o krótkich brązowych włosach i kasztanowych oczach.
- Annyeong _____! - przywitała się radośnie.
- Annyeong.
Zastanawiałaś się czy opowiedzieć dziewczynie o dziwnych zdarzeniach z zeszłego wieczoru, lecz ostatecznie zdecydowałaś, że nie będziesz nikogo niepokoić. Rozgadane znalazłyście się w sali lekcyjnej oczekując z innymi na nauczyciela.
- Słyszałaś o tym, że do naszej klasy ma dołączyć nowy uczeń? - zapytała podekscytowana Koreanka nie czekając nawet na odpowiedź. - Podobno nieziemski, lecz oziębły.
Wtem do środka wszedł nauczyciel uciszając innych. Wszyscy zajęli swoje miejsca i dopiero wtedy gestem dłoni mężczyzna zaprosił kogoś dla klasy. Za drzwi wyszedł niewysoki brunet przyglądając się każdemu z osobna.
- Jestem Park Jimin. - oznajmił po czym zajął miejsce wskazane przez matematyka.
Lekcja jednak nie szła po myśli mężczyzny, ponieważ co chwilę dziewczęta obracały się w stronę nowego chłopaka, nawet twoja najlepsza przyjaciółka.
- Czyż on nie jest niesamowity? - westchnęła Yoona obserwując każdy jego ruch.
- Czy ja wiem. - szepnęłaś. - Chłopak jak chłopak
Żeńskie grono zebrało się w grupkę i zachwycało Jiminem, który nic sobie z tego nie robił. I tak było, na każdej przerwie. Wreszcie po 8 godzinnych męczarniach zajęcia się skończyły i wszyscy pognali do domu, jednak nie ty. Zaległy sprawdzian z historii nie napiszę się sam, prawda? W czasie, gdy ty poprawiałaś sprawdzian rozpadało się na dobre.
- Do widzenia - powiedziałaś cicho i ruszyłaś ku szatni, by zmienić obuwie.
Swoje stare, granatowe trampki zmieniłaś na brązowe botki, a na plecy zarzuciłaś bluzę. Wychodząc z budynku dostrzegłaś sylwetkę nowego ucznia, powolnym krokiem kierował się w stronę lasku, w którym wczorajszego wieczoru spotkałaś wilka. Coś podkusiło cię żeby iść za chłopakiem, więc cichutko szłaś za nim. Jimin nagle odwrócił się i wbił w ciebie swój wzrok paraliżując cię przy tym.
- Czemu za mną idziesz? - zapytał spokojnie i podszedł do ciebie.
- No...bo...tego... - zaczęłaś się jąkać i nie umiałaś wyjaśnić swojego zachowania.
- Ech..nie ważne. Po prostu za mną nie idź - ostatnie zdanie wypowiedział dość ostro.
Skinęłaś twierdząco głową, a brunet odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Stałaś tak zdziwiona zachowaniem chłopaka.
"Skąd on wiedział, że za nim idę?" - zadawałaś sobie to pytanie w myślach.
Od tej "rozmowy" z Jiminem minął już kawał czasu, a ty omijałaś go szerokim łukiem - aczkolwiek nie możesz zaprzeczyć, że nie zainteresował cię ten człowiek. Z nikim nie rozmawiał, jeśli nie było to naprawdę konieczne, a czasami wzbudzał nawet strach. Jak zdarzyłaś również zauważyć zawsze wracał przez gęsty las. Zdarzało się, że wpatrywał się w ciebie z nie małym zainteresowaniem, co wzbudzało w tobie lekki niepokój.
Twoje zajęcia skończyły się tuż pod wieczór, więc było już ciemno. Bałaś się, że ponownie spotkasz wilka, ale nie miałaś wyjścia - jedyny autobus odjechał dobrą godzinę temu, a tobie nie śniło się spać na ulicy. Westchnęłaś i ruszyłaś w stronę lasu. Znów te uczucie, że ktoś obserwuję każdy twój ruch. Przełknęłaś ślinę i zagłębiłaś się w gęstwinę drzew.
"Nic się nie stanie. Nic cię nie zaatakuję." - mówiłaś sobie w myślach, by podnieść się na duchu.
Jednak to nic nie dało, już po chwili spanikowana upadłaś na ziemię potykając się o wystający korzeń drzewa. Twoja ręka krwawiła i to dość obficie, ale ty miałaś poważniejsze problemy. Przed tobą stało równie wielkie wilczysko, jak poprzednie, jednak oczy tego mieniły się kolorem krwistej czerwieni.
Nagle stało się coś dziwniejszego - wilka o krwistych oczach zaatakował tych samych rozmiarów zwierz. Walka między nimi była wyrównana, ale zmieniło się to szybko, gdy jeden wgryzł się w łapę drugiego. Poranione zwierzę uciekło w zarośla utykając, natomiast zwycięski osobnik odwrócił się w twoją stronę - jego oczy, mogłabyś rozpoznać je wszędzie. Te z tamtego wieczoru.
Nie wiedziałaś jakie ma zamiary, więc starałaś się odsunąć, jednak przeszywający ból z krwawiącej ręki postanowił dać o sobie znać. Spojrzałaś na ranę - nie wyglądało to jak skutek po zwykłym upadku.
- Potrafisz wstać? - usłyszałaś nad sobą, przez co podskoczyłaś zaskoczona.
Przed tobą stał Jimin, a z jego oczu mogłaś wyczytać zaniepokojenie? Tak, to na pewno było to.
- Co...gdzie jest...ten wilk? - zapytałaś kompletnie ignorując pytanie chłopaka.
- Jaki wilk?
- Był tu...on walczył z innymi...
- Jest z tobą źle, że tak majaczysz - przyłożył dłoń do twego czoła. - Ale gorączki nie masz
Jednak to nic nie dało, już po chwili spanikowana upadłaś na ziemię potykając się o wystający korzeń drzewa. Twoja ręka krwawiła i to dość obficie, ale ty miałaś poważniejsze problemy. Przed tobą stało równie wielkie wilczysko, jak poprzednie, jednak oczy tego mieniły się kolorem krwistej czerwieni.
Nagle stało się coś dziwniejszego - wilka o krwistych oczach zaatakował tych samych rozmiarów zwierz. Walka między nimi była wyrównana, ale zmieniło się to szybko, gdy jeden wgryzł się w łapę drugiego. Poranione zwierzę uciekło w zarośla utykając, natomiast zwycięski osobnik odwrócił się w twoją stronę - jego oczy, mogłabyś rozpoznać je wszędzie. Te z tamtego wieczoru.
Nie wiedziałaś jakie ma zamiary, więc starałaś się odsunąć, jednak przeszywający ból z krwawiącej ręki postanowił dać o sobie znać. Spojrzałaś na ranę - nie wyglądało to jak skutek po zwykłym upadku.
- Potrafisz wstać? - usłyszałaś nad sobą, przez co podskoczyłaś zaskoczona.
Przed tobą stał Jimin, a z jego oczu mogłaś wyczytać zaniepokojenie? Tak, to na pewno było to.
- Co...gdzie jest...ten wilk? - zapytałaś kompletnie ignorując pytanie chłopaka.
- Jaki wilk?
- Był tu...on walczył z innymi...
- Jest z tobą źle, że tak majaczysz - przyłożył dłoń do twego czoła. - Ale gorączki nie masz
Chciałaś wstać, jednak krwawiąca ręka oraz boląca noga, która dopiero teraz dała o sobie znać nie pozwalały ci na to. Brunet bez żadnego trudu podniósł cię i skierował się w nieznane ci miejsce.
- Gdzie ty mnie niesiesz? - zapytałaś przestraszona, próbując się wyrwać
- Serio chcesz żebym cię puścił? Nie skończy się to dla ciebie zbyt dobrze...
Zamilkłaś i przestałaś się wiercić, nie byłaś pewna czy mogłaś mu zaufać.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię - jakby czytał w myślach.
Po kilku, może parenastu minutach drogi znaleźliście się przed niewielką, lecz zadbaną chatką. Chłopak otworzył ją i wniósł cię do środka, a następnie delikatnie ułożył na kanapie.
- Nie próbuj się nawet ruszyć - nakazał i znikł za rogiem.
Pomieszczenie, w którym się znajdowałaś nie było duże - ściany w kolorze brązowym, na środku stoliczek. Pod jedną z ścian znajdował się fotel z czerwoną tapicerką, a na przeciwko tego samego koloru sofa, na której właśnie siedziałaś. Kilka starych malunków krajobrazu i jedna półka z książkami.
- Może trochę boleć - ostrzegł cię wchodząc do pokoju z małą apteczką.
Usiadł obok ciebie i delikatnie, jakbyś była z porcelany, chwycił twoją ręką. Omył ci ją wodą utlenioną, a następnie założył bandaż. Z nogą było już trochę gorzej - była opuchnięta i bardzo bolała. Zrobił co należało zrobić i spojrzał w twoje oczy.
- A więc, możesz mi powiedzieć, dlaczego znalazłem cię w lesie z krwawiącą dłonią i opuchniętą nogą? - zapytał.
- Szłam do domu, ale nagle potknęłam się o wystający korzeń. Z zarośli wyskoczył wilk, ale nie taki normalny; dużo większy niż normalny. Bałam się, że mnie zaatakuje, ale pojawił się inny. - mówiłaś chaotycznie, ale Jimin jak najwyżej zrozumiał. - Zaczęły się gryźć i wreszcie ten pierwszy uciekł.
Między wami nastała niezręczna cisza - ty dygotałaś z przerażenia i zimna, a chłopak wędrował wzrokiem po pomieszczeniu. Koreańczyk wyszedł z pokoju, by po chwilę powrócić z dwoma kubkami parujących napojów, który jeden wręczył tobie.
- Daj mi swój telefon - nakazał nagle wystawiając dłoń w twoją stronę.
- Po co? - zapytałaś, ale i tak wręczyłaś mu urządzenie uprzednio wyciągając ją z swojej szkolnej torby.
Po chwili stukania w twoją komórkę oddał ci ją mówiąc:
- Teraz twoi rodzice wiedzą o tym, że zostajesz
Twoje oczy rozszerzyły się, a ty spojrzałaś zaskoczona na chłopaka.
- Napisałem do twoich rodziców, że zostajesz na noc i wrócisz rano, więc nie mają się o co martwić.
- I oni w to uwierzyli?
- To sama przeczytaj. - rzekł wskazując głową na urządzenie.
"Zostaję u przyjaciółki na noc, więc nie macie się o co martwić. Wrócę rano. Buziaczki!" - tak brzmiała wysłana wiadomość z twojego numeru, a po chwili dostałaś sms'a od swojej rodzicielki:
"Dobrze. Miłej zabawy."
- I ty myślisz, że tu zostanę? - spojrzałaś zdziwiona na młodzieńca.
- Musisz. Twoi rodzice i tak się zgodzili, a ja nie chcę cię puszczać w środku nocy do domu, po tym co dziś ci się stało.
- A gdzie ja będę spać? I muszę też się przebrać...- Gdzie ty mnie niesiesz? - zapytałaś przestraszona, próbując się wyrwać
- Serio chcesz żebym cię puścił? Nie skończy się to dla ciebie zbyt dobrze...
Zamilkłaś i przestałaś się wiercić, nie byłaś pewna czy mogłaś mu zaufać.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię - jakby czytał w myślach.
Po kilku, może parenastu minutach drogi znaleźliście się przed niewielką, lecz zadbaną chatką. Chłopak otworzył ją i wniósł cię do środka, a następnie delikatnie ułożył na kanapie.
- Nie próbuj się nawet ruszyć - nakazał i znikł za rogiem.
Pomieszczenie, w którym się znajdowałaś nie było duże - ściany w kolorze brązowym, na środku stoliczek. Pod jedną z ścian znajdował się fotel z czerwoną tapicerką, a na przeciwko tego samego koloru sofa, na której właśnie siedziałaś. Kilka starych malunków krajobrazu i jedna półka z książkami.
- Może trochę boleć - ostrzegł cię wchodząc do pokoju z małą apteczką.
Usiadł obok ciebie i delikatnie, jakbyś była z porcelany, chwycił twoją ręką. Omył ci ją wodą utlenioną, a następnie założył bandaż. Z nogą było już trochę gorzej - była opuchnięta i bardzo bolała. Zrobił co należało zrobić i spojrzał w twoje oczy.
- A więc, możesz mi powiedzieć, dlaczego znalazłem cię w lesie z krwawiącą dłonią i opuchniętą nogą? - zapytał.
- Szłam do domu, ale nagle potknęłam się o wystający korzeń. Z zarośli wyskoczył wilk, ale nie taki normalny; dużo większy niż normalny. Bałam się, że mnie zaatakuje, ale pojawił się inny. - mówiłaś chaotycznie, ale Jimin jak najwyżej zrozumiał. - Zaczęły się gryźć i wreszcie ten pierwszy uciekł.
Między wami nastała niezręczna cisza - ty dygotałaś z przerażenia i zimna, a chłopak wędrował wzrokiem po pomieszczeniu. Koreańczyk wyszedł z pokoju, by po chwilę powrócić z dwoma kubkami parujących napojów, który jeden wręczył tobie.
- Daj mi swój telefon - nakazał nagle wystawiając dłoń w twoją stronę.
- Po co? - zapytałaś, ale i tak wręczyłaś mu urządzenie uprzednio wyciągając ją z swojej szkolnej torby.
Po chwili stukania w twoją komórkę oddał ci ją mówiąc:
- Teraz twoi rodzice wiedzą o tym, że zostajesz
Twoje oczy rozszerzyły się, a ty spojrzałaś zaskoczona na chłopaka.
- Napisałem do twoich rodziców, że zostajesz na noc i wrócisz rano, więc nie mają się o co martwić.
- I oni w to uwierzyli?
- To sama przeczytaj. - rzekł wskazując głową na urządzenie.
"Zostaję u przyjaciółki na noc, więc nie macie się o co martwić. Wrócę rano. Buziaczki!" - tak brzmiała wysłana wiadomość z twojego numeru, a po chwili dostałaś sms'a od swojej rodzicielki:
"Dobrze. Miłej zabawy."
- I ty myślisz, że tu zostanę? - spojrzałaś zdziwiona na młodzieńca.
- Musisz. Twoi rodzice i tak się zgodzili, a ja nie chcę cię puszczać w środku nocy do domu, po tym co dziś ci się stało.
- Spokojnie. Dam ci jakieś swoje ciuchy, a spać będziesz w sypialni. To chyba logiczne
- Ech...no dobrze i tak nie mam możliwości ucieknięcia
- Ok. To ja przyniosę ci jakieś ubrania na zmianę - rzekł i wyszedł z pokoju.
Otrzymałaś od niego za dużą czerwoną koszulkę oraz spodenki z dresu. Wyszedł z pokoju by przygotować posiłek, więc spokojnie mogłaś się przebrać.
- Są na ciebie za duże - skomentował kładąc na stoliczku tacę z kanapkami.
- Zauważyłam
Zajadaliście się kanapkami w kompletnej ciszy.
- A tak w ogóle...co to za miejsce? - zagadałaś.
- Znalazłem je kiedyś z kolegami. Lubię tu przebywać...
- Rozumiem...
Chłopak chyba zauważył, że jesteś już senna, więc chciał zaoferować, że zaprowadzi cię do sypialni, jednak ty odmówiłaś mówiąc, że jeszcze sobie posiedzisz. A nawet nie zauważyłaś, że po chwili usnęłaś na ramieniu bruneta, na którego twarz wdarł się mały uśmieszek.
Obudziły cię promienie słońca przebijające się przez okno. Spałaś sobie smacznie...na ramieniu Jimina? Tak! Chłopakowi to chyba nie przeszkadzało, bo obejmował cię delikatnie. Nie możesz zaprzeczyć, że ci się to nie podobało. Mogłaś wsłuchiwać się w wbicie jego serca i przyglądać się jego uśmiechniętej twarzy. Pierwszy raz widziałaś, żeby się uśmiechał, a wyglądał wtedy nieziemsko. Na usta wdarł ci się nieśmiały uśmiech.
- Co ty robisz? - zapytał zaspany.
- Ja? Um...nic - zarumieniłaś się odwróciłaś wzrok.
Odsunęłaś się od niego, a ten przeciągnął się i wstał:
- Pierwsze drzwi od lewej to łazienka - mruknął i skierował w nieznane ci miejsce.
Wstałaś i podpierając się, o każdy możliwy przedmiot skierowałaś się do łazienki, zabierając wcześniej swoje ubrania. Po odświeżeniu się skierowałaś swoje kroki do salonu, gdzie siedział twój kolega.
- Co z twoją nogą? - zapytał odkładając książkę na stół.
- Piekielnie boli
Koreańczyk pomógł ci usiąść i przyjrzał się twojej nodze.
- Podejrzewam, że jest złamana. Idź z tym do lekarza - mruknął.
- I pójdę, tylko muszę wrócić do domu
Zabrałaś swoje rzeczy i miałaś wychodzić. Droga do twojego domu była dość długa, więc chłopak postanowił cię zanieść byś się nie męczyła. I tak też zrobił, pożegnał cię, gdy tylko znaleźliście się przed drzwiami twojego domu.
Twoja mama zszokowana stanem twojej nogi i ręki, zaczęła ci zadawać milion pytań i karząc ci wsiadać do samochodu, by pojechać do lekarza.
Przez dwa tygodnie siedziałaś w domu z złamaną nogą, gdzie odpoczywałaś oglądając swoje ulubione dramy. Od czasu do czasu wpadała Yoona, by nadrobić z tobą materiał, jednak od kilku dni nie przychodziła, była chora, więc również siedziała w swoim domu otulona kocem.
Usłyszałaś charakterystyczny dźwięk dzwonka do drzwi, więc powoli podeszłaś do drzwi. Przekręciłaś zamek i otworzyłaś je niepewnie.
- Hej...mogę wejść? - zza drzwiami stał Jimin.
Zaskoczona otworzyłaś drzwi szerzej zapraszając gestem chłopaka do środka. Skierowaliście się do salonu i usiedliście na wygodnej kanapie.
- Co z twoją nogą? - zagadał wskazując na zagipsowaną nogę.
- Z dnia na dzień jest co raz lepiej - powiedziałaś uśmiechając się lekko.
- To dobrze. Przyniosłem ci zeszyty byś mogła odpisać zaległe lekcje
- Dziękuję - odpowiedziałaś uśmiechem.
Koreańczyk siedział jeszcze chwilę u ciebie po czym pożegnał cię i wrócił do siebie, ty natomiast odpadłaś na swoje łóżko. Zaczęłaś myśleć o Jiminie, o tym jakie relacje was łączą, a także o tym jak się o ciebie martwi. Nie chciałaś tego przed sobą przyznać, ale bardzo cieszyłaś się na widok bruneta. Twoje serce zaczynało wtedy szybciej bić. Zastanawiałaś się, czy uczucie jakim darzysz Jimina nie jest przypadkiem tak silne, by nazwać to miłością, ale szybko odpędzałaś od siebie tą myśl.
Po kilku dniach mogłaś wrócić do szkoły. Powitały cię tam twoje znajome, które zaczęły wypytywać cię o twój stan zdrowia. Nie byłaś pewna czy zdradzać im całą 'historię swojego wypadku', więc na skłamałaś.
Lekcje minęły ci na prawdę szybko z czego się bardzo cieszyłaś. Wychodząc z klasy zaczepił cię brunet.
- _____, możemy pogadać?
- Ne. A co się stało? - zapytałaś spoglądając na niego zaciekawiona.
- Wolałbym rozmawiać w... cichszym miejscu
- No dobrze...
Skierowałaś się za Jiminem, który powolnym korkiem kierował się zza szkołę. Usiadł na pobliskiej ławce, klepiąc miejsce obok siebie. Usiadłaś obok niego i czekałaś, aż coś powie.
- A więc...pamiętasz wtedy, gdy zaatakował cię wilk?
- Jak mogłabym o tym zapomnieć....czekaj widziałeś to?
- Ne, ale to teraz nie jest takie istotne. Bo...
Nagle z najbliższych krzaków wyskoczyła bestia o krwistych ślepiach.
- Odsuń się - nakazał Koreańczyk.
Posłusznie wykonałaś polecenie chłopaka, a on po chwili zamienił się w równie wielkie wilczysko. Wilki zaczęły się atakować, a ty tylko przerażona przyglądałaś się ich walce. Gdy czerwonooki osobnik poważnie zranił Jimina uciekł. Upadł na ziemie już w postaci człowieka, a ty przerażona podbiegłaś do niego.
Było z nim źle, więc starałaś się go podnieść i ewakuować do chatki. Drzwi o dziwo było otwarte, więc weszłaś bez żadnych trudności. Ułożyłaś go na kanapie i ruszyłaś w poszukiwaniu apteczki. Opatrzyłaś jego rany. Miał gorączkę, więc próbowałaś ją zbić. Czuwałaś przy nim próbując poprawić jego zdrowie, więc gdy wybiła 2 w nocy, a jego stan się polepszył położyłaś się obok śpiącego chłopaka.
Gdy się obudziłaś leżałaś przykryta beżowym kocem. Początkowo nie wiedziałaś, gdzie się znajdujesz, ale gdy przypomniałaś sobie sytuacje z wczorajszego dnia podniosłaś się energicznie rozglądając się za brunetem. Siedział w fotelu popijając herbatę i przyglądając się tobie.
- Wstałaś - powiedział witając cię uśmiechem.
- Jak? Przecież wczoraj miałeś jeszcze tyle ran i... - podniosłaś, by podejść do chłopaka i dotknąć jego czoła. - gorączkę
- Jak widzisz, my wilki szybko wracamy do zdrowia
- Wilki? Chcesz mi powiedzieć, że jesteś...
- Wilkiem? Tak, to chciałem ci wczoraj powiedzieć
Spojrzałaś na niego zdziwiona, a on skomentował to tylko cichym śmiechem. Podszedł do ciebie i usiadł obok.
- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Wracałaś wtedy ze szkoły, a gdy tylko mnie zobaczyłaś sparaliżował cię strach - zaśmiał się czochrając ci włosy.
- Więc to byłeś ty?
- Tak. I wtedy, gdy złamałaś nogę to również ja cię obroniłem - powiedział dumnie. - Od dawna cię obserwowałem
Ostatnie zdanie wypowiedział dość poważnie przybliżając się do ciebie. Odsuwałaś się dopóki nie natrafiłaś na kraniec kanapy. Wtedy wasze twarze dzieliły tylko milimetry. Połączył wasze usta w namiętny, słodki pocałunek pieczętując przy tym wasz związek.
Ooo jak słodko ^^
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńUrocze *~* ale chyba rzeczywiście bardziej pasowałby Kookie
OdpowiedzUsuńAle z Jiminem też cudowne ❤
Awww *.* Uwielbiam ten scenariusz!! <33 ;*
OdpowiedzUsuń